by Biegun Wschodni

Owce na pastwisku

W erze fejsa jesteśmy otoczeni treściami powielającymi jakiś (jak wynika z moich obserwacji: nasz) światopogląd. Dzieje się tak za sprawą zaawansowanych algorytmów maszyn sprawiających, że wyświetlające się nam treści, to te z którymi najczęściej wchodzimy w interakcję (share, like, komentarze, nawet same kliknięcia/ odwiedzane strony), a one z kolei mówią o tym właśnie, co lubimy, wybieramy, co nas interesuje czy porusza. W ten sposób gigant usuwa nam z pola widzenia treści, których nie lajkujemy, budując w nas przekonanie o ujednoliconym obrazie świata. Takim a nie innym, który znamy, lubimy, wchłaniamy.. Koło się zamyka. Analogiczny mechanizm działa w doborze znajomych, ludzi, którymi się otaczamy i myśli, które z nimi wymieniamy.

To, jakimi ludźmi się otaczasz, bezpośrednio wpływa na to, kim się stajesz. Jeśli nie jesteś więźniem bardzo małej społeczności, masz komfort wyboru. Znajomych bliższych i dalszych, a zwykle, jeśli jesteś młody, również przyszłej rodziny. Pojawia się, więc naturalne pytanie: co wnoszą w moje życie relacje z tymi ludźmi? Czy pozwalają mi rosnąć, rozwijać się, spełniać, być szczęśliwym? Pewnie niejednokrotnie spotykasz na swojej drodze osobę, w której towarzystwie dobrze się czujesz. Czasami te osoby mocno Ci schlebiają i sprawiają, że przez chwilę czujsz się bosko. Jednak na dłuższą metę ta relacja Cię męczy, po jakimś czasie orientujsz się, że spędzany wspólnie czas ogranicza się do kilku powtarzalnych czynności, rutyny, która nie wnosi wiele do Twojego życia. Są też ludzie, przy których nie czujesz się półbogiem, ale wiesz, że się rrozwijasz. Wiesz, że to ludzie wartościowi i może nie rozumiecie się bez słów, ale czujesz, że każda interakcja wnosi coś cennego. Odmienny punkt widzenia, błyskotliwe przemyślenie, czy zwykłą lekcję pokory albo dobroci serca. Dlatego właśnie jakiś czas temu postanowiłem spędzać  czas głównie z ludźmi, którzy wnoszą coś wartościowego do mojego życia, a nie tylko „heheszki i podśmiechujki”. Czasami oczywiście trzeba, nieco wyluzować, jednak chodzi tu o generalną zasadę. Nie popadajmy też w skrajność odcinania się przez powierzchowny osąd. Nie chodzi o deprecjonowanie kogoś ze względu na jego niedostatki, czy odmienność, raczej o dobór towarzystwa ze względu na wartość dodaną, jaką stanowią dla naszego życia. Z Kolacji dla Głupca płynie jakaś lekcja.

Wartościowe doświadczenia, rozwój następujący przez interakcję z otoczeniem mogą mieć różną postać. Przekazanej wiedzy, odmiennego punktu widzenia, wnioskowania, lekcji empatii czy zdecydowania. Może rozwiniesz swoją techniki w sporcie albo dostaniesz pozytywny impuls do działania. Nie dajmy się otoczyć pochlebcami. Niczym centurion powracający do Rzymu pamiętajmy „memento mori. Analogicznie nie dajmy się zdemotywować i przykuć do kanapy,bo i tak się przecież nie uda. Szukajmy złotego środka. Dzisiaj odpowiedz sobie szczerze na pytanie: z kim naprawdę spędzasz czas i co to właściwie wnosi do Twojego życia?